home  obrazy  muzyka  gramy  kontakt    recenzje
   
Karpaty czasu klezmerów początku XX w, zapisane oczami
i słowami podróżnika Dr. MIECZYSŁAWA ORŁOWICZA 
 w: 
"Przewodniku po Alpach Rodniańskich"

 

(odbitka z VI. Sprawozdania rocznego Akademickiego Klubu Turystycznego we Lwowie).

Nakładem A. K. T.
Z I. Związkowej drukarni we Lwowie, ul. Lindego 4
Lwów 1912.
 
 

 

 

 

 

 

 

/..../Rodniańskie Alpy stanowią północną krawędź Karpat Siedmiogrodzkich ; ich stoki południowe należą do Siedmiogrodu (komitat Bystrzycko-Naszendzki), północne do Węgier właściwych (komitat Marmaroski), granica tych komitatów biegnie ich grzbietem. Nazwę swą zawdzięczają miasteczku Stara Rodna (Rodna vechia), niegdyś niemieckiemu, dziś rumuńskiemu, leżącemu nad Samoszem u ich podnóża
po południowej stronie./.../

 

   
 
 
 

 /.../Podróż koleją ze Lwowa trwa 12 godzin, o ile wyjeżdża się o 10  3/4 wieczór, lub 9 godzin, o ile wyjeżdża się o 6-tej rano. Po przyjeździe do Vissovólgy zaczyna się najprzykrzejsza część podróży - jazda powozem do wsi Borszy, oddalonej od stacyi kolejowej 67 km. Za fiakry służą stare landary mogące wygodnie pomieścić 5 osób ; taryfy stałej niema, lecz przeciętnie płaci się 3-4 koron od osoby. Zamawiać ich nie potrzeba - jest ich zawsze na stacyi kilkanaście, nawet kilkadziesiąt, to też o pasażerów staczają się formalne walki; furmani, wyłącznie Żydzi, władają lichą niemczyzną ; w sobotę fiakrów niema. Najpiękniejszą partyą drogi, biegnącej doliną Wyszowa, jest jej część pierwsza, z Vissovólgy do oddalonej o 8 km ruskiej wioski Bystrej. Wąwóz Wyszowa w tej części jest bardzo malowniczy - z obu stron skały zbiegają do łożyska rzeki, tak, że dla gościńca zawieszonego kilkadziesiąt metrów nad poziomem wody, musiano budować sztuczne podmurowanie i przekopy ; w połowie drogi na lewo stoi samotny

obelisk w miejscu, gdzie przed kilku laty rumuńscy bandyci, celem obrabowania poczty, napadli i zamordowali pocztyliona i towarzyszącego poczcie żandarma. W Bystrej gościniec przechodzi na lewy brzeg Wyszowa; dolina się rozszerza a od północy ukazują się nagie wierzchołki Marmaroskich Karpat (Pop Iwan 1940 m). Wysłów stanowi tu granicę etnograficzną, zaczynają się wsie rumuńskie. Zaraz w pierwszej z nich, Pet- rowie spotykamy typy wręcz odmienne strojem i wyglądem; mężczyźni smukli, długowłosi, z orlimi nosami, w małych czarnych kapeluszach, ozdobionych muszelkami, przypominających nasze zakopiańskie, i bardzo szerokich płóciennych spodniach; kobiety w krótkich spódnicach, bardzo głęboko gorsowanych koszulach o króciutkich rękawach i w haftowanych gorsetach zachowują się wobec przejezdnych z niespotykaną u hucułek zalotnością; w oknach chat i w czasie pracy w polu wszędzie widzi się ich kokieteryjne uśmiechy i spojrzenia.

Inni ludzie, inne usposobienia, inne temperamenty. A i zewnętrzny wygląd wsi zupełnie inny : piękne drewniane chaty o gankach i opartych na charakterystycznie zdobionych słupach ; ornamentyka ludowa widna najlepiej na bogato rzeźbionych kramach wjazdowych na dziedzińce, stanowiących ozdobę każdego okazalszego domostwa./.../

 

/...../ Jeden jest tylko łącznik między oboma brzegami Wyszowa i zamieszkującemi go narodami - Żydzi. Rojno od nich wśród Rusinów, a jeszcze rojniej wśród Rumunów; nie widziałem ich nigdzie stłoczonych w takiej masie nawet po wsiach, jak w tym kącie Marmaroskiego komitatu./..../

 

/.../Za Leordiną wracamy znowu na brzeg prawy Wyszowa; ku północy widać dolinę rzeki Ruskowej i nad nią szczyty Farkaula (1960 m), Michajlekula (1921 m), oraz chaty żydywsko-huculskiej wioski Ruskowej (oficyalnie >Vissóoroszi  Rusini Wyszowiańscy<)/.../

 

/.../Po przejechaniu jeszcze kilku wiosek rumuńskich stajemy na półtoragodzinny popas w brudnem, węgierskim pokostem powleczonem, żydowsko-rumuńskiem miasteczku Visieu de susu (Górny Wyszów, Felso Vissó) gdzie należy się zaopatrzyć w wszelkie zapomniane artykuły, gdyż w Borszy niczego dostać nie można. Pozostaje nam jeszcze 23 km drogi po ośmiogodzinnej podróży powozem stajemy w B o r s z y. Jest to ogromna wieś rumuńsko - żydowska, leżąca u stóp Pietrosza, oddalonego stąd nie więcej jak 8 km w prostej linii. Przedstawia się on stąd niezwykle majestatycznie, co stanie się łatwo zrozumiałem, gdyż Borsza leży 665 m nad morzem, więc Pietrosz góruje nad nią niemal 1700 m, zatem przeszło o 1/3 więcej niż Giewont nad Zakopanem.

 

W Borszy zajazdu nie ma - przyjezdni mogą nocować u kowala Niemca, Wenzla Schmidta. Ma on dla gości dwa łóżka i kanapę - o ile wycieczka jest liczniejsza muszą się pozostali mieścić na podłodze. Za poprzedniem zamówieniem można też dostać ciepłe potrawy (w Borszy jest poczta i urząd telegraficzny).

 

/.../Na Przysłopie (1418 m; znajdują się trzy zabudowania; koszary węgierskiej żandarmeryi, żydowska karczma i domek dróżnika Rusina; wszędzie można przenocować, dostać chleba i mleka./..../

 

/.../Kto chciałby się zaopatrzyć w prowiant lub inne przybory potrzebne do podróży, nie dostanie ich tutaj, musi podążyć jeszcze 7 klm gościńcem doliną Valea Izvorul do miasteczka R o d n a V e c c h i a (Stara Rodna, O-Radna). Kiedyś osada niemiecka Rodenan, dziś zupełnie zrumunizowana, liczy niespełna 5000 mieszkańców prawie wyłącznie Rumunów ; żywioł urzędniczy madziarski, kilkadziesiąt rodzin żydowskich i niemieckich trudni się handlem i przemysłem. Przenocować i zjeść można w gospodzie Augusta Pfeiffera. Z dawnej świetności miasta, zniszczonego w r. 1242 przez Tatarów, a potem znowu podupadłego w 18 wieku, pozostało kilka ruin i kościołów.

Stara Rodna jest ostatnią stacyą kolei idącej z Siedmiogrodu doliną Samosza. Ktoby jednak chciał stąd powrócić koleją do Galicyj, musiałby kołować ogromnie, przesiadać się wiele razy, i nie mógłby w ciągu doby dostać się do Lwowa. Natomiast komu by nie zależało na czasie, może stąd przedsiębrać wycieczkę koleją bardzo ładną doliną Samoszu do Naseud (Naszod); po drodze przejeżdża się przez miejsce kąpielowe D o m b h a t (3 klm za Rodną) ; znajdujące się tu źródło alkaniczno-słone wypływa ze szczytu 6 m wysokiego stożka, utworzonego przez wapienny namuł, wydzielany ze źródła ; istnieje tu hotel o 90 pokojach i kilka will. Cena pokoju od 1 kor. 60 h. do 4 kor. dziennie ; kąpiel ciepła 80 hal., zimna 20 hal./.../

 

 /.../W tej okolicy w Samoszu i jego dopływach płukano dawniej złoty piasek, czego ślady spotykamy jeszcze w kilku miejscach./.../

 

/.../Tak się przedstawia tura zaczynając od Węgier. Zaczynając zwiedzenie Alp Rodniańskich od Bukowiny dojeżdżamy koleją do J a k o b e n (pociąg wychodzący ze Lwowa o 10.30 wieczór staje w Jakobenach o 3 ciej po poł., przesiada się raz w Hatnie), górniczej osady niemiecko-rumuńskiej w dolinie Złotej Bystrzycy, skąd podążamy 29 klm wspaniałym gościńcem wiodącym malowniczą i bardzo dziką doliną Złotej Bystrzycy do Kirlibaby. Furmanek na dworcu nie ma, można je dostać we wsi u kolonistów niemieckich ; cena jazdy 3 kor. od osoby.

 

K i r 1 i b a b a jest to wieś rusko - rumuńsko - niemiecka (jest też kilka rodzin polskich n. p. kowal), której oryginalna nazwa przypomina, że Bukowina przez długie wieki zostawała pod tureckimi rządami. Znajduje się tu bardzo porządna jednopiętrowa gospoda >Deutsches Gasthaus<, w której można wygodnie przenocować i zaprowiantować się. Także w położonej na drugim brzegu rzeki węgierskiej wsi Ludwikowcach (Ludwigsdorf, Lajósfalva) znajduje się porządny dom gościnny. We wsi kilka sklepów; są nawet kartki z widokami. Poczta austriacka w Kirlibabie, węgierska w Ludwikowcach (uważać na marki!). Kirlibaba leży na poziomie 930 m nad morzem zatem 100 m wyżej niż Zakopane/.../.

 

 /../D o r n a W a t r a, jest to największe bukowińskie miejsce kąpielowe, gdzie w sezonie bywa około 6.000 gości. Na deptaku słyszeć tu można najrozmaitsze języki ; niemiecki, rumuński, ruski, polski, węgierski - ale podobnie jak w naszej Krynicy, tak i tu króluje żargon. Hoteli dużo i elegancko urządzonych, równie jak restauracyi. W pośród dużego parku stoi ładny kursalom przed którym rano i wieczorem przygrywa wojskowa orkiestra z Bystrzycy Węgierskiej./..../

 

/.../Dziwnie to twardy, wytrzymały i zahartowany naród, ci tutejsi górale rumuńscy - cywilizacya i kultura nie rzuciła jeszcze na nich najlżejszego śladu. Odziani w czarne, tłuszczem wysmarowane koszule i takież, spodnie, długowłosi, nieczesani, brudni robią wrażenie legendarnych rozbójników i przedstawiają typy, jakich w Tatrach się już nie spotyka. Ich obyczaje również prymitywne, jak i wygląd zewnętrzny, a powszechnie przyjęte i uznane zasady moralności nie mają tu najmniejszego zastosowania - pewnego wieczoru n. p. w karczmie na Gura Fantena przed Przysłopem byliśmy świadkami scen, jakie urządzać publicznie było w zwyczaju chyba w epoce krzemienia niepolerowanego.

 

Turyści pojawiają się tu tak rzadko, że każdy obcy wzbudza u juhasów podejrzenie, czy nie jest rozbójnikiem, który chce zrabować bydło, albo co gorzej Madiarem urzędnikiem, których tu nienawidzą; stąd zazwyczaj po pojawieniu się przed szałasem doznaje się dość chłodnego przyjęcia, a dopiero po wyjaśnieniach chociażby na migi udzielonych, wśród których naturalnie słowo >Polonii<(Polacy) odgrywa dominującą rolę, rozjaśniają się oblicza gospodarzy, otwierają szałasy i wysuwają sagany z owczem mlekiem. Zapłatę biorą, ile się da pod tym względem nie są jeszcze zepsuci i nie wymagają wiele./.../

 

 
                    home  obrazy  muzyka  gramy  kontakt   recenzje                                                                                  banereczek design BAKMYK